sobota, 23 września 2017

Kobieta (Żeńczyni) -źródło-energii dla mężczyzny - część 2.

W lipcu bieżącego roku zamieściłem tłumaczenie artykułu o takim właśnie tytule. .

Wywiązała się jak to w takich tematach dość burzliwa rozmowa.

   Jedna z czytelniczek zapisała wtedy takie coś:

 Moje drogie kobietki :) dbajcie o siebie jak najlepiej potraficie, rozwijajcie swoje twórcze moce, stawajcie się każdego dnia piękniejsze, twórzcie piękno do koła, rozwijacie wewnętrzne czucie, jasnowiedzenie i jasnowidzenie wszystkimi dostępnymi sposobami jakie znacie ! ale nigdy przenigdy nie zgadzajcie się "oddawać energię" komukolwiek !! żadne teksty pod tytułem "kobieta źródło energii dla mężczyzny" !! takim sposobem stajecie się "łupem" albo jak tutaj zwał powyżej "nagrodą" mężczyzna musi stać na własnych nogach i posiadać zasoby co by dopiero wtedy wymienić na zasadzie 1/1 inaczej to pasożytnictwo zakamuflowane _które pod takim "pięknym płaszczykiem" się propaguje inaczej ta piękna energia którą kobieta potrafi wytworzyć zwyczajnie zostanie przekierowana a wam zostanie tyle co do "następnego razu".pozdrawiam wszystkich

Dziś odpowiedziała (jak się cieszę) rzadko ostatnio biorąca udział w rozmowach Natalia - post (jak chyba wszystkie wpisy Natalii)  jest tak wartościowy, że chcę zwrócić na niego uwagę osobnym wpisem - oto jego kopia:

 Cześć :) Intuicja, jasnowidzenie, jasnosłyszenie i inne przymioty bogini to tylko narzędzia, do wykonania misji, którą ma kobieta. Tak jak kilof jest potrzebny górnikowi, samochód kierowcy, komputer w biurze itp. To są narzędzia, które się bierze do "ręki" w celu wykonania misji stworzenia ciepła rodzinnego, stworzenia społeczności opratej na więzach złotych rodzin, stworzenia podstawy do zaistnienia złotego wieku dla ludzkości.
Jeśli takie przymioty chcesz wypracowywać sama dla siebie to jest to zwykły konsumpcjonizm jak każdy inny - samochód nie po to, żeby się przemieszczać tylko po to żeby się wywyższać, dom nie po to żeby stworzyć przestrzeń magii rodzinnej tylko żeby pochwalić się znajomym, jasnowidzenie i jasnosłyszenie nie po to żeby chronić tyły mężowych działań zewnętrznych itp tylko żeby się wywyższać ponad innych lub czuć wyjątkowa itp
Jeśli przymioty kobiecości chcesz mieć dla "mienia" to tylko dlatego, że zostały one określone jako wyjątkowe, niespotykane, magiczne, niedostępne po to, żeby ego się nażarło i wywyższyło...
Jesli kobieta ma jasno określoną misję, a co za tym idzie narzędzia same się objawiają, to nie ma możliwości, żeby intuicja zawiodła przy wyborze partnera.
Oczywiście świat nie jest obecnie idealny i mamy mieszankę ego i misji w różnych proporcjach. Wszelkie błędy lub jak kto woli lekcje to etap w poznawaniu siebie, w krystalizowaniu siebie - ale nie potrzeba wrzucać takich apeli mącących innym spokój i ziejących brakiem, który boi się braku.
Kobietom się teraz wmawia, że są tak daleko od siebie, tysiące mil i tyle pracy do wykonania i trzeba znać tajemne tajemnice. Kobieta zawsze jest kobietą, a takie okrzyki wznoszone są przez te, które odwróciły się od swojego źródła i teraz będą dobywać oręża, żeby walczyć i wyruszać na wędrówkę w poszukiwaniu tego, co jest tuż obok. Jeśli podejmiesz (może tu miało być "pojmiesz" ? - przyp. michalxl600) jasno w swoim sercu, że Twoją misją jest podtrzymanie życia ale nie byle jak tylko na takim poziomie, do którego realizacji potrzebne są te wspomniane narzędzia to to się samo objawi, bo to wszystko już masz. Jeśli nie chcesz tych narzędzi po to, żeby wykonać misję, to będziesz je musiała rzeczywiście wypracować i będą dość nietrwałe.
Tak jest skonstruowana rzeczywistość ziemska- jak się uczysz języka obcego i go nie używasz albo używasz nie w jego naturalnym środowisku, to podtrzymanie umiejętności będzie bardzo czasochłonne i zapewne dość wybrakowane, jeśli wyjedziesz tam, gdzie będziesz go używać jak narzędzia a nie będzie sztuką samą w sobie to stanie się czymś zupełnie naturalnym na co nawet nie będziesz zwracać uwagi.
Pozdrawiam, Natalia :) :) :)


Lasy Państwowe?

A więc czyje?
   Mój ojciec, dziadek i wujkowie byli leśnikami. Już mój ojciec 20 lat temu nie mógł spokojnie mówić o niektórych "nowych trendach" lansowanych w tak zwanej gospodarce leśnej. Faktem jest, że lasy polskie są ewenementem na skalę co najmniej europejską -uchowały się, możemy sobie bez problemu do nich wejść. Za tak zwanej komuny ta nieliczna firma państwowa sprawiała, że lasów przybywało (choć dziś patrząc na pola stojące ugorem to sądzę, że i PGR-y cokolwiek o nich nie mówiliśmy, ilekolwiek się tam nie kradło to w ogólnym rozrachunku społeczeństwo też dzięki nim trochę żyło a plonów starczało również na wywózkę do ZSRR. Stary kawał powiada: "myśmy do nich eksportowali żywność a oni w zamian brali od nas węgiel". Był to również czas powolnej degradacji - alkohol piło się tam wiadrami. No takie to był moment dziejowy i wcale za nim nie tęsknię choć bandytyzmu było mniej a ludzie byli dla siebie życzliwsi- dziecko można było samotnie wysłać do babci PKS-em czy pociągiem bo ktoś z dorosłych zawsze rzucił na nie okiem.  Wszystko to opierało się na funkcjonujących jeszcze od setek lat i żywych zasadach społecznych- siłą bezwładności nie od razu one zamierały, były pokolenia żyjące według sumienia. Dziś wszyscy żyją egoistycznie widząc czubek własnego nosa i mamy to co mamy).

     Ale o lasach miało być. ONE SĄ NASZE! NASZE WSPÓLNE!!  Czy wiecie, że prawnie każdy z nas powinien dostawać dywidendę od zysków jakie generuje przedsiębiorstwo o nazwie Lasy państwowe?  Jeśli już jej nawet nie pobieramy to bezcenne jest czyste powietrze i możność zregenerowania zdrowia na łonie natury.  W Rosji na przykład do dziś obowiązuje prawo, że każdy zamieszkujący gdzieś w terenie ma prawo pobrania bezpłatnie i wyróbki własnymi rękami określonej ilości drewna do budowy domu - przepis siłą bezwładności przetrwał od zamierzchłych czasów, obowiązywał za czasów Carskich i wcześniej.
         Mój sąsiad przysłał  mi wczoraj taki oto list- czytajcie i propagujcie:

  Gadałem wczoraj z jednym z myśliwych z Miastka, zgadaliśmy się na temat rykowiska, mówię, że słabo w tym roku, w poprzednim miałem wrażenie, że jelenie za oknem stoją i ryczą a w tym gdzieś tam w dali słabo słychać. Gość zaczął gadać, że maja z nadleśnictwa rozkaz wybić dziki i jelenie, bo szkody robią. Na 100 ha ma być 1 dzik masakra jakaś. Podobno niedawno w szkółkach leśnych sadzono około 15 tys sadzonek na ha, teraz kiedy doszli do władzy "menadżery" i "biznesmeny" w lasach, zaczęły się oszczędności. Sadzą około 5 tyś sadzonek na ha i jak jakiś jeleń zeżre trochę to afera i szkody wielkie. Robić plot to za drogo im wychodzi, więc postanowili wytłuc zwierzaki i spokój. Poza tym będą mieli z głowy rolników a raczej ich odszkodowania. Normalnie sprawa do gazety się nadaje. Gość poważny, sam jest wstrząśnięty, zastanawiają się tam w ichnim kole co robić, czy zielonych wzywać czy do tv nadać temat. Na razie walą bo kary lasy im nakładają za każdego nie ubitego zwierza po 5 tys. Pytałem się Witka, potwierdził informację, ale się tym nie przejmuje, mówi, ze nie wytłuką wszystkiego. Wychodzi na to, że u nas po lesie będzie jeden dzik z jeleniem ganiać na zmianę. Normalnie paranoja jakaś.